Zawsze szczyciłem się tym, że ile bym nie wypił, i tak mi stoi. Mało tego, po alko chce mi się bardziej, przy czym im cięższy trunek i im go więcej, tym chce mi się bardziej. A że ostatnio mam ostre parcie na czystą wódkę, w halloweenowy wieczór chciało mi się kurewsko.
Piliśmy u starej znajomej między innymi z okupującym bloga w soboty Alejandro Veraçem i catrinasową maskotką Carlosem Machette, którego nazwiska nie odmienię, gdyż mi się nie chce. W każdym razie piliśmy dużo i szybko.
Powrót do domu – jego przebieg – jest dla mnie zagadką, której rozwiązanie przekracza moje dedukcyjne możliwości. Pamiętam że z kimś się żegnam, pamiętam że siedzę na krawężniku z kebabem w dłoni, pamiętam wódkę w butelce po coli, pamiętam coś co z perspektywy czasu wygląda na podróż tramwajem. Następne co pamiętam to biodra mojej dziewczyny i moja głowa na tychże wysokości. Pamiętam że udało mi się zsunąć z nich majtki, a to co nastąpiło tuż po tym jest traumą, którą poprzez terapeutyczny opis staram się właśnie unicestwić. Nie chodzi o to, że nie stał. Czy stał? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Obstawiam, że tak. Ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Kiedy tylko uporałem się z jej majtkami wódka, moja przyjaciółka, zdradziła mnie podle. Uniosłem się na dłoniach, zrzuciłem odwłok z wyra, grzecznie przeprosiłem dziewczynę i popełzłem do łazienki.
Po powrocie do łóżka zauważyłem, że moja mała ewidentnie się mści. Nie dość, że podczas mojej nieobecności zdążyła się wielokrotnie pomnożyć, to jeszcze jej wielokrotności zawzięcie wirują przed moimi oczami. Nie pozostało mi nic innego jak opaść na łóżko, wyburczeć kolejne przeprosiny, odwrócić się plecami i popaść w pijacki sen.
Marnym pocieszeniem jest rozmowa telefoniczna, jaką następnego dnia przeprowadziłem z Alejandro.
- I wiesz, te majtki – tłumaczyłem. - No i nie dałem rady...
- No tak. U mnie nie było opcji majtek i łazienki. Ja rzygałem jeszcze w taksówce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą halloween. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą halloween. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 listopada 2011
środa, 2 listopada 2011
Fidel C. de Izquierdas: Wszystkich śniętych
W tych dniach można było oddać się wielu rozrywkom. Można było na przykład pogrążyć się w kontemplacji nad życiem i śmiercią, albo przyczynami, które sprawiają, że niektóre dziewczyny wybierają się na cmentarz w spódniczkach mini. Można było próbować dogonić jedenastoletnie siostry szwendające się po mieście i z uporem godnym lepszej sprawy wdrażające w życie amerykańskie Halloween ni to szantażując, ni to biorąc na litość sąsiadów dziadków. Można było pić wódkę. Można było chociaż na chwilę skupić się na cmentarnym kazaniu, na którym ksiądz pytał retorycznie, czy naprawdę powinno się zdejmować krzyż ze ściany swojego serca. Względnie można było wreszcie wspominać inne, obejrzane w sieci, kazanie. Ksiądz Natanek wyliczał w nim współczesne zagrożenia cywilizacyjne: muzykę rockową, lakier do paznokci (czarny jak piekło lub czerwony jak ogień), żel do włosów, demoniczne gry komputerowe (w tym m.in. Pokemony), astrologię, bioenergoterapię, numerologię, medytację transcendentalną, parapsychologię. Oraz Harry’ego Pottera, Gwiezdne Wojny, jogę i myślenie pozytywne. Jak nam to wkręcono!
http://www.youtube.com/watch?v=IYD1IeM1Xv0
http://www.youtube.com/watch?v=oZUfKvWkpNE
Ps.
Można też było zagrać w Tabu. Czyli słowne kalambury, polegające na tym, że przy próbie wytłumaczenia swojej drużynie hasła nie wolno używać niektórych wyrazów.
- Najsłynniejszy Polak w bieli?
- Yeti?
- Jaki Yeti, głąbie!
- Bałwan?
http://www.youtube.com/watch?v=IYD1IeM1Xv0
http://www.youtube.com/watch?v=oZUfKvWkpNE
Ps.
Można też było zagrać w Tabu. Czyli słowne kalambury, polegające na tym, że przy próbie wytłumaczenia swojej drużynie hasła nie wolno używać niektórych wyrazów.
- Najsłynniejszy Polak w bieli?
- Yeti?
- Jaki Yeti, głąbie!
- Bałwan?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
