Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sex. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sex. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 września 2011

Bustos Domecq: Wyciek z Lulu i dupa

I wyciekło: od dzisiaj (tak sądzę, ja przynajmniej od dzisiaj o tym wiem) można posłuchać pierwszych 30-kilku sekund nowego kawałka z płyty Lou Reeda, na którą nowojorczyk postanowił ściągnąć chłopaków z Metalliki.

Nie wiem, czemu wybrali ten akurat fragment, bo zupełnie nic nie mówi o samej płycie (może właśnie dlatego?). Metallica - jak Metallika, ciężkie, nieco zbyt ostro brzmiące gitary, trochę Hetfieldowej chrypy, bardzo dużo Larsowych talerzy, które psują całkiem niezły perkusyjny bit, plus zero basu - klasyka, do której zdążyliśmy przywyknąć. Lou Reed też standardowo, bardziej recytuje niż śpiewa, podciąga ostatnie sylaby wyginając je w jakiś śmieszny łuk, zawsze gdzieś obok, zawsze dla siebie - znowu: klasyka, do której przyzwyczaił. Brakuje tylko charakterystycznego bałaganu gitarowego, tego brudu, którym Reed tak pięknie potrafił operować. Mam nadzieję, że poukładane i grane w punkt metalowe riffy Mety nie zdominują "Lulu", szkoda by było potencjału kompozytorskiego Reeda na takie upraszczanie, warto natomiast by było wykorzystać aranżacyjny talent Metalliki do podbicia kompozycji Reeda w najistotniejszych akcentach.

Nie zawodzą natomiast fanboye Mety. Ktoś pisze:

lou reed is the worst thing that metallica could happen. srsly that dude is a fucking retard. Maybe there'll be a nonlou version of this, im not gonna buy this for sure.

jeszcze inny pisze:

lou reed is a fucking failure


I żeby odreagować poziom debilizmu: bonus z dedykacją dla fanów Reeda




ps.: a rzeczonego fragmentu można posłuchać tu:

http://www.youtube.com/watch?v=hi15nyO3v6s&feature=player_embedded

wtorek, 6 września 2011

Paco Haya Rodriquez: Biznes jak każdy inny

Kryzys gospodarczy ominął Polskę wielkim łukiem, jednak nie obeszło się bez zwalniania pracowników. A szkoda. Może i rozwój gospodarczy przystopował, ale na pewno nie popadł w ruinę. Jest jednak branża (ogólnoświatowa), której kryzys się nie ima. To porno!
Ta branża w Polsce ma się bardzo dobrze a kilka flagowych wydawnictw “świerszczyków” wcale nie narzeka, a wręcz odwrotnie, zarabia krocie.

Polki bardzo chętnie zgłaszają się na castingi do polskich produkcji filmowych, ku uciesze ogółu. Dziewczyna bez doświadczenia może zarobić od 1500 zł za film. Kwota obejmuje zwykły stosunek i mniej więcej 4 sceny. Oczywiście w zależności od aktywności, niewiasta może zarobić więcej. Każde “udziwnienie” jest płacone ekstra. Przy sporej aktywności można zarobić i 2500 zł za film. Dwa, trzy filmy w miesiącu i nie powiem, pensyjka niczego sobie. Dodatkowo, robione są sesje zdjęciowe do różnych magazynów o tematyce erotycznej, więc i tu też można coś dorobić. Z facetami jest inaczej. Oczywiście zgłasza się cała masa ogierów, ale tylko nieliczni trafiają do filmu. A i z zarobkami bywa róznie. Od zera złotych dla amatora do powiedzmy 700-900 dla zaawansowanego użytkownika dziurek.

Polskie porno całkiem dobrze się sprzedaje. Wystarczy poklikać parę minut w sieci i dane dotyczące sprzedaży będziemy mieli jak na dłoni. Rodzime filmy kosztują 35-45 zł, więc są całkiem łakomym kąskiem dla fanów tego gatunku. A tych nie brakuje. Zarówno kobiety jak i mężczyźni oglądają zbereźne filmy. I dobrze. Polskie porno rośnie w siłę, a cały pornobiznes ma się świetnie.

Zapraszam do lektury CATRINAS #8 i zapoznania się z raportem z sex shopów, strona 52 http://www.catrinas.pl/index.php?dzial=download
Jednocześnie zachęcam do wzięcia udziału w konkursie fotograficznym

poniedziałek, 28 marca 2011

Bustos Domecq: Jak wyrwać laskę na literaturę, nie znając się na piłce nożnej

Nie wierzcie tak do końca Juliowi, bo to po prostu kolejny wykształciuch, który swoją miłość do piłki nożnej musi jakoś uwznioślić. Ideologii nie dorobi, bo mało czytał francuskich postmodernistów, więcej zaś czytał egzystencjalistów, toteż gdzie nie dorobi ideologii, tam naściemnia.
Każdy ma takie wstydliwe miłości, ja na przykład mam swój Manowar raz na kilka lat (nikt mi nie powie, że jest lepszy zespół do czytania Spanglera!), acz nie twierdzę, że "Woman be my slave" pomogło mi kiedykolwiek w podbojach. W podbojach - jak każdemu wykształciuchowi - pomagał alkohol. Zawsze.

Dla wszystkich  jednak tych facetów, którzy zupełnie nie rozumieją jaki jest sens oglądania jak 22 pacanów lata za świńskim jelitem po trawie (sam ganiać lubię, tak samo jak lubię na przykład pić alkohol, choć oglądanie pijących nie sprawia mi żadnej satysfakcji; kontrargumentować można, owszem, seksem: tutaj oglądanie też ma jakieś znaczenie i bywa z konieczności substytutem, ale nie siadacie sobie z piwkiem do pornosa żeby po wszystkim położyć się do łóżka z Sartrem!), dla takich więc facetów mam Dobrą Nowinę: otóż najwięcej w Europie czytają Czesi, a najwięcej z Czechów: Czeszki.

W tym momencie podważyć należy jeszcze jedną tezę Julia: otóż jeśli laska czytała Lampedusę czy Baricco - cóżże straconego? Dla kogoś, kto od spoconych facetów przy flaku stroni, przyznanie, że w finale "Jedwabiu" łzę uronił, lub że młodzieńcza brawura Tancrediego i klasyczność jego ogłady są niesłusznie zapomnianymi cechami wśród męskiej populacji, nie będzie problemem, a częściej - zwyczajnie przybliży sukces. Wszak wyrywać na literaturę nie należy przez jej akademicki rozbiór (czasem natomiast warto wzgardzić Derridą - dzisiaj to offowe).

Toteż wolę chyba naukę Czeskiego wśród przemiłych studentek slawistyki, czy - w pożądanej konsekwencji - parę wieczorów w czeskim barze przy dartach, hektolitrach piwa donoszonych przez jakieś śliczne Helenki i potykanie się o niepamięć "Imienia róży", niż śmierdzącego Championsa z brzydkimi kelnerkami, małym Heinekenem po 15 złotych i jakimś spoconym pojebańcem w różowej koszuli z białym kołnierzykiem, który plując wyśpiewuje klubowe hymny.