Rachunek był prosty. I zrównoważony. Jedenastu radnych z koalicji, jedenastu z opozycji i jeden radny, który wywodzi się z koalicji, ale przeszedł do opozycji. Z tym, że nie wiadomo czy jego mandat już wygasł, czy jeszcze nie. Sprawa utknęła w sądzie.
Obrady zwołano w gimnazjum. Pierwsza jedenastka zajęła swoje miejsca. Druga jedenastka, z jednym graczem rezerwowym, również. Dwadzieścia metrów dalej. W ratuszu. Akcja toczy się więc tyleż wartko, co równolegle. Czekają. Napięcie narasta.
Pół godziny później wszystko ulega samoistnemu rozwiązaniu. Sesja rady dzielnicy się nie odbędzie – informuje przewodnicząca. Czemu? – pytają zdezorientowani goście. Jak to czemu? – dziwi się przewodnicząca. Przecież opozycja nie przyszła. Nie ma kworum.
Goście przechodzą do ratusza. Opozycja siedzi i czeka na koalicję. Czytelnik już to wie – daremno.
Rozwiązanie powyższego zadania z treścią nie jest zapewne nawet w połowie tak skomplikowane, jak wytłumaczenie, które twórcy serialu BBC zaserwują widzom, gdy uznają już za stosowne wskrzesić Sherlocka. Z drugiej strony nie jest aż tak banalne, jak test Einsteina. Były radny koalicji, aktualny nie-wiadomo-czy-radny opozycji, został jakiś czas temu skazany za pedofilię (sic!). I nie może się zbliżać do placówek edukacyjnych, bo go zwyczajnie zamkną. W ten sposób koalicja, która ma w radzie mniejszość, ma też przewodniczącą. Bo nie ma jej jak odwołać. Proste.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praga północ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praga północ. Pokaż wszystkie posty
Subskrybuj:
Posty (Atom)
