Piątego lipca powinienem mieć kaca, bo jak prawdziwy Polak zachłyśnięty Ameryką obchodzę hucznie Dzień Niepodległości. Jednak nie tym razem. W głowie może i szumi, ale do kaca jeszcze daleko. A zawirowania nie są spowodowane stężeniem alkoholu we krwi. To przez pogodę, która doprowadza mnie do szału. Jeszcze chwilę i powiem coś temu komuś, kto jest odpowiedzialny za te deszcze i czarne chmury. Nie dalej jak wczoraj jakiś dowcipniś puścił w radiu, starą jak świat piosenkę Big Day – “W dzień gorącego lata” – no ubawiłem się po pas nucąc pod nosem słowa refrenu. Przeklinałem tego fagasa co układał tę playlistę. Jest pięknie, it's beautiful pomyślałem.
Tak czy inaczej, nic nie jest w stanie przyćmić Światowego Dnia Bikini, który niespodziewanie przypada dzisiaj. 5 lipca okazuje się być całkiem dobrym dniem do świętowania, o czym nie miałem pojęcia przez ponad 30 lat mej egzystencji. Niewiele myśląc wyszukałem w internecie co piszą na ten temat. A piszą. Na jednym z portali od miesiąca było głosowanie na najseksowniejszą kobietę w bikini w różnych kategoriach wiekowych! Cóż za wspaniały pomysł! Trzeba będzie coś podobnego w CATRINAS ogłosić, ale z tą różnicą, że to kobiety będą nam wysyłać zdjęcia a my w redakcyjnym gronie wybierzemy tę jedyną. A w nagrodę zrobimy jej sesję w kaloszach (bo modne są tego lata) i bikini na Syberii albo w Grecji. Są cycki jest impreza! Na zdrowie!
PS Aha! Bym zapomniał! Czy masz już swój egzemplarz CATRINAS? Nie? To zasuwaj na http://www.catrinas.pl/index.php?dzial=download i ściągaj wszystko... Numer szósty to Litza cuestionario, Dżaga, Gogol Bordello, szalety, kobitki toples, Franz Kafka i trochę o trialu rowerowym. A wszystko to za FREE!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą litza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą litza. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 lipca 2011
wtorek, 10 maja 2011
Paco Haya Rodriquez: W sieci między światami
W połowie lat 90-tych nikomu nie przyszło do głowy, żeby sciągać muzę z sieci, bo tejże nie było. No może nie dokońca nie było. Była, ale nikt nie miał do niej dostępu, bo było to po prostu za drogie. Pamiętam, gdy łączyłem się na chwilę przez modem, a każde 3 minuty kosztowały 33 grosze! Z racji tego częściej bywało się na mieście i zdecydowanie częściej widziało się z kumplami. Relacje międzyludzkie były zdecydowanie bardzej namacalne niż teraz.
Te 15 lat temu, gdy szedłem Marszałkowską w Warszawie, twarze były jakieś znajome, tu i tam jakiś ziom wychylał się zza rogu machając w przjaznym geście. Nawet, gdy pokazywaliśmy sobie środkowy palec, znany jako FUCK, wyglądało to jakoś lepiej, a zwykłe “spierdalaj” brzmiało tak zachęcająco, że mógłbym zacząć się pakować i faktycznie pospiesznie wydupiać z kadru, udając się w odległe miejsce.
Obecnie nawet nie bywam w centrum, w śródmieściu czy na mokotowie. Nie mam takiej potrzeby. Ułożyłem sobie życie po prawej stronie Wisły i nie mam po co jej przekraczać.
Wczoraj jednak to się zmieniło. Nie dośc, że zacząłem podróż autobusem, to po mieście chodziłem. Ot tak po prostu, lewa, prawa, lewa, prawa. Nogi nieco zagubione w zgiełku miasta prowadziły mnie do celu. Oczy wirowały wokół głowy, jak ziemia wokół słońca. Nie mogłem się nadziwić. Gdzie dziwki? Gdzie kupić koks (do koksownika oczywiście)? Gdzie alkohol? Nowe twarze, nowe stroje, chłopaki z fryzurami jak kobiety, jakieś takie dziwnie spuszczone na twarz z jednej strony, niektórzy z pomalowanymi paznokciami, czapki z prostym daszkiem. No nie tak nas uczono! Długie baty a i owszem, ale całe, a nie spedalone pół. Wspomniany daszek miał być wygięty w łuk. A spodnie? No spodnie, jak spodnie - bojówki! Teraz obcisłe lub zwężane dżinsy! Buty rodem z lat 80. Wszystko w kratkę lub czaszki, różowe, zielone odblaskowe, czarno-białe... Zupełnie inne, takie jakieś pedalskie. Fajnie, że czasy się zmieniają i udało mi się to dostrzec, ale chyba tak nie umiem. Nawet gdybym chciał tak wyglądać to raczej bym się wstydził czarnych [różowych, zielonych...] paznokci i tych ciuchów, fryzur.
Cieszę się, że moje miasto nadal tętni życiem, że jest dużo ludzi, że są knajpy. Wszystko takie samo, ale jakby widziane z innej perspektywy.
Zdałem sobie wtedy sprawę, że są to ludzie wprost z sieci. Sieci, której my nie mieliśmy. Oni kreują świat, a jednocześnie są kreowani przez sieć. Są kontrolowani, są zalogowani. Zawsze.
CATRINAS 05 ma do zaoferowania
- Litza cuestionario
- recenzja płyty LUXTORPEDY
- fotorelacja z koncertu LUXTORPEDY
- zdamy pełną relację ze spotkania z LUXTORPEDĄw empiku
i wiele wiele więcej. 24 maja na www.catrinas.pl
13/05/2011 – KONCERT TUFF ENUFF, Klub Punkt & Radio Luxembourg, Warszawa - wjazd 25 zł a w dniu koncertu 30! Ilość biletów ograniczona!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
