Tak czysto teoretycznie. Mam pięć baniek w euro walucie. Szukam palcem na globusie jakiegoś dogodnego miejsca do leżakowania. Niech będzie, że cel wypada gdzieś między Tajlandią, Nową Gwineą a Vanuatu czy Samoa. Kupuję swój kawałek świata. Kupuję wysepkę, może być zamieszkana, choć nie musi. Stawiam kilka domków typu bungalow o podwyższonym standardzie, buduję długie molo. Plaża lśni białym, jakby wypranym w perwolu, piaskiem. W wodzie brodzi kilka skuterów, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Wynajem chatek to jedno, a zabawa na skuterach to drugie. Odpalam stronę internetową, inwestuję niewiele w promocję, bo wiadomo że do raju na wypoczynek chętnych nie zabraknie. I niech się kręci.
Z matmy, gdy dostałem więcej niż 3, to imprezowałem przez tydzień, jednak moja matematyczna wiedza wystarczy, aby dodać do siebie wszystkie niezbędne wydatki i wychodzi mi, że z tych pięciu baniek jeszcze trochę zostanie. A co za tym idzie, mogę utrzymać się nawet wtedy, gdy mój zajebisty pomysł nie wypali.
Przy założeniu, że pomysł wypala, przez 10 miesięcy w roku mam obłożenie w domkach, skutery śmigają, a kasa sama się robi i w zasadzie nic by się nie stało jakbym powiedział, że sama leci z nieba. Niech leci, przecież nie będę jej zabraniać. Skoro przez większość roku mam dochód – zakładam, że nie mały – mogę leżeć i pachnieć lub zwiedzać a może i po paru latach kupować kolejne miejscówki. Przyszłość właśnie rozchyla swe krocze przede mną, abym mógł brnąć w głąb z pełną parą.
Przy założeniu, że pomysł okazuję się być totalną apokalipsą, i wydam całą kasę, która nawet w procencie nie chce się zwrócić, widzę dwa pozytywy. Po pierwsze, jak przewidzieli Majowie, świat skończy się już za rok. A co za tym idzie, nie zdążę wybudować moich domków, więc tak czy inaczej nie stracę całej kasy. A idąc dalej tym tropem – nawet jeżeli ją wydam, to i tak się nie przyda, bo zginiemy. Po drugie, i tak nie mam takiej kasy, więc i tak nie wybuduję swojego dochodowego raju.
Jednak istnieje jeszcze jedno założenie. Kasę dostanę w spadku po bogatym krewnym z Ameryki, ale znając moje szczęście nie dostanę wizy wjazdowej do USA przez co nie stawię się na sprawie spadkowej i cała kasa pójdzie psu w dupę. No chyba, że będzie zupełnie inaczej.
Czysto teoretycznie pytam: Na co Ty wydasz swoje pięć baniek?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 listopada 2011
wtorek, 11 października 2011
Paco Haya Rodriquez: A ja mam to wszystko w dupie.
Nie dalej jak w niedzielę odbyły się wybory. Jako obywatel, nie z wyboru a z przymusu, zachowałem się i poszedłem zagłosować. Nie na tych co chciałem, lecz na tych, na których zagłosować wypadało, aby na pewno utrzymali swoją pozycję.
Problem nie polega na tym, że z każdym dniem przestaję czuć się obywatelem Polski, problem w tym, co dalej z tym zrobić. Z jednej strony mam w dupie tę całą politykę, z drugiej chcę żyć w normlanym kraju, a do takiego jeszcze daleko.
Jednak w tym wszystkim najbardziej zastanawia i denerwuje fakt głosowania polonii, ot choćby w USA. Z pełnym szacunkiem do USA. Ale po jaką cholerę, ci których w kraju nie ma 10, 15 czy ponad 20 lat idą i głosują, idą i wybierają NAJGORSZĄ opcję polityczną. Wybierają ją dla mnie, przecież nie mają zamiaru wracać, a żyć ze świadomością ich wyboru będę ja. W dupie mam taki układ. Wypadałoby zakazać im głosowania.
Z racji pojemności wspomnianej, mojej dupy, pragnę poinformować szanownych czytelników, iż zaczynam mieć również w dupie wszystko inne. Zaczynam być zmęczony i to nie tylko dlatego, że wakacji w tym i w poprzednim roku nie miałem, ale ilość obowiązków i ilość pracy zaczyna wchodzić mi na kark. Chyba trzeba się zatrzymać, zrzucić kilka rzeczy z siebie. Po prostu odpocząć.
Mam to wszystko w dupie. Pojadę do SPA.
Problem nie polega na tym, że z każdym dniem przestaję czuć się obywatelem Polski, problem w tym, co dalej z tym zrobić. Z jednej strony mam w dupie tę całą politykę, z drugiej chcę żyć w normlanym kraju, a do takiego jeszcze daleko.
Jednak w tym wszystkim najbardziej zastanawia i denerwuje fakt głosowania polonii, ot choćby w USA. Z pełnym szacunkiem do USA. Ale po jaką cholerę, ci których w kraju nie ma 10, 15 czy ponad 20 lat idą i głosują, idą i wybierają NAJGORSZĄ opcję polityczną. Wybierają ją dla mnie, przecież nie mają zamiaru wracać, a żyć ze świadomością ich wyboru będę ja. W dupie mam taki układ. Wypadałoby zakazać im głosowania.
Z racji pojemności wspomnianej, mojej dupy, pragnę poinformować szanownych czytelników, iż zaczynam mieć również w dupie wszystko inne. Zaczynam być zmęczony i to nie tylko dlatego, że wakacji w tym i w poprzednim roku nie miałem, ale ilość obowiązków i ilość pracy zaczyna wchodzić mi na kark. Chyba trzeba się zatrzymać, zrzucić kilka rzeczy z siebie. Po prostu odpocząć.
Mam to wszystko w dupie. Pojadę do SPA.
wtorek, 19 lipca 2011
Paco Haya Rodriquez: Przypadłości
Ludzie mają bardzo dziwne przypadłości, od różnego rodzaju fobii po ultradziwne zdolności wyginania ciała, łamania sobie kości czy wkładania różnych rzeczy w przełyk lub inny otwór. Fobie mogą powodować spore niedogodności w życiu codziennym, ot choćby technofobia, polegająca na lęku przed wszystkim co wiąże się z elektroniką (techniką). No przyznacie, że jest to megawtopa we współczesnym świecie... Idziecie sobie do marketu po zakupy a tu regał RTV i klops! Po zakupach!
Lepszym tematem jest pekkatofobia, polegająca na lęku przed popełnieniem grzechu :) Ale absolutnym hitem jest heksakosjoiheksekontaheksafobia, czyli lęk przed trzema szóstkami!!! Muszę pamiętać, żeby nie dostać zawału, gdy na moim smartphonie odtworze 666 utworów i westchnę - O kurwa! Przecież przeklinanie to grzech! Są też tacy, którym jest lepiej, a ich zdolności może nie pomagają w życiu codziennym, ale mogą być przydatne na imprezach! Ot choćby powtarzanie wyrazów wspak. Ile wam zajmie ułożenie w głowie słowa kanalizacja i wypowiedzenie go od tyłu na głos?
Otóż znam osobę, która bez zastanowienia poprawnie odpowiada. Nie ważne jaki wyraz wypowiem, w sekundę mam odpowiedź. Coś niesamowitego! A gdy na imprezie deko szumi we łbie to zabawa z tego robi się przednia! Ewa, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i czekam na powtórkę! Yyy to znaczy na ękrótwop.
Przed wami Cezik! http://www.youtube.com/watch?v=APKyPYR7jAk Ci co nie znają niech obejrzą do końca!
adyrolF czyli Floryda. Zapraszam serdecznie dzisiaj na ul. Mazowiecką 11a. U Artystów, opowiem co warto warto zobaczyć na Florydzie, jak się tam żyje i wogóle dlaczego przesiąkam Ameryką jak szmata wodą! Do zobaczenia o godz. 21:00
http://www.facebook.com/event.php?eid=234994529857029
Lepszym tematem jest pekkatofobia, polegająca na lęku przed popełnieniem grzechu :) Ale absolutnym hitem jest heksakosjoiheksekontaheksafobia, czyli lęk przed trzema szóstkami!!! Muszę pamiętać, żeby nie dostać zawału, gdy na moim smartphonie odtworze 666 utworów i westchnę - O kurwa! Przecież przeklinanie to grzech! Są też tacy, którym jest lepiej, a ich zdolności może nie pomagają w życiu codziennym, ale mogą być przydatne na imprezach! Ot choćby powtarzanie wyrazów wspak. Ile wam zajmie ułożenie w głowie słowa kanalizacja i wypowiedzenie go od tyłu na głos?
Otóż znam osobę, która bez zastanowienia poprawnie odpowiada. Nie ważne jaki wyraz wypowiem, w sekundę mam odpowiedź. Coś niesamowitego! A gdy na imprezie deko szumi we łbie to zabawa z tego robi się przednia! Ewa, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i czekam na powtórkę! Yyy to znaczy na ękrótwop.
Przed wami Cezik! http://www.youtube.com/watch?v=APKyPYR7jAk Ci co nie znają niech obejrzą do końca!
adyrolF czyli Floryda. Zapraszam serdecznie dzisiaj na ul. Mazowiecką 11a. U Artystów, opowiem co warto warto zobaczyć na Florydzie, jak się tam żyje i wogóle dlaczego przesiąkam Ameryką jak szmata wodą! Do zobaczenia o godz. 21:00
http://www.facebook.com/event.php?eid=234994529857029
Subskrybuj:
Posty (Atom)

