Jest takie miasto na Ukrainie, które swoją nazwę wzięło od rośliny ukazującej swe oblicze na polach uprawnych tamtych okolic. Do nazwy przejdziemy jednak później, a to za sprawą Zimnej Wojny, która przyniosła lata zbrojeń atomowych i jak powszechnie wiadomo wszystko zależało od przypadku. W 1983 świat stanął w obliczu zagrożenia Trzecią Wojną Światową, i kto wie jakby to się zakończyło, gdyby nie wspomniane przypadki. W odróżnieniu do II Wojny Światowej, trzecia niosłaby za sobą długotrwałe zniszczenia. A chmury nuklearnego pyłu unosiłyby się nad głowami przez następne setki lat. Świat z filmu Mad Max byłby chyba najlżejszą wizją postapokaliptycznego świata, jednak ten z gry Fallout byłby bardziej rzeczywisty.
Skażenie powietrza i ludzie mieszkający w schronach to najbardziej realna wizja świata. Oczywiste braki jedzenia i wody byłyby na porządku dziennym, więc jak znam życie ludzie toczyliby ze sobą walki aż do wyczerpania zapasów, kiedy to zjadaliby się nawzajem – i tu znowu: aż do wyczerpania zapasów. Homo Sapiens Sapiens sam sobie strzelił w kolano, które następnie zjadł, a w skutek napromieniowania zdechł.
Mogłaby zdarzyć się sytuacja, w której kolejne rozbryzgujące się o glebę głowice atomowe, mogłby spowodować taką ilość promieniowania, że ludzkie geny dostałyby chęci do dalszej ewolucji – oczywiście wbrew swojej woli. Nastałby nowy gatunek ludzi. Zapewne znacznie zmienionych wizualnie, ale zdolnych przetrwać w post atomowym świecie.
Być może karaluchy objęłyby władzę nad światem, tocząc wojny ze szczurami, a wszystko to w oparach uranu i plutonu. Być może.
Miasto, o którym wspomniałem na początku to Чорнобиль Znane bardziej jako Czarnobyl (Czornobyl, a następnie Czernobyl, by ostatecznie stać się Czarnobylem). Pożar i rozerwanie reaktora nr 4 w 1986 spowodował tam ogromne straty zarówno w ludziach jak i wszystkich formach żywych. Obecnie na terenie “Zony” (z wikipedii: trzydziestokilometrowa zamknięta strefa wokół terenów najbardziej dotkniętych skutkami katastrofy w Czarnobylu zarządzana przez ukraińskie ministerstwo ds. sytuacji nadzwyczajnych) przebywają naukowcy badający skutki wybuchu.
Pamiętam jak dziś, kiedy w 1986 przedszkola i szkoły zanurzone były w “płynie Lugola”. Podawali go nam, gdyż miał nas ochronić przed skutkami chmury atomowej nadchodzącej nad nasz kraj. Jak się później okazało, wspomniany płyn i tak wypiliśmy za późno. Chmura nie tylko przeszła dawno nad Polską, ale zagrażała już połowie Szwecji.
Skutki palącego się reaktora widać do dzisiaj, więc co by było z nami po krótkiej wojnie nuklearnej? Nie zmienia to jednak faktu, że pojadę kiedyś do Czarnobyla. Chcę to zobaczyć. Jeżeli ma mnie później powykręcać, to trudno. Przynajmniej na własne życzenie.
PS Pamiętajmy jednak, że istnieją inne źródła energii. Poza atomem i ropą jest też słońce, woda, wiatr...
www.moolaba.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apokalipsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apokalipsa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 listopada 2011
poniedziałek, 23 maja 2011
Bustos Domecq: Koniec świata
Wieści o końcu świata okazały się mocno przesadzone, zatem wyścig o przetrwanie ludzkości został odwołany przez falstart. Stracone dziewictwa nie będą refundowane a roztrwonione fortuny nie znajdą swoich rekompensat - regulamin był jasny, teraz się walcie. Drugi koniec (nie mylić z drugim końcem kija) już w grudniu tego roku, prosimy nie gasić odbiorników, szkoda że państwo tego nie zobaczycie. Jeśli termin grudniowy również okaże się przedwczesny, to zostaje jeszcze nadzieja na wywróżony przez majów a zobrazowany przez Emmericha Armagedon roku 2012. Może mylić się Emmerich co do kształtu końca świata, Majowie co do daty mylić się nie mogli, bo przecież - zwłaszcza w naszej, lokalnej, polskiej kulturze - wszystko co martwe ma rację niepodważalną. I cóż, że dali się wybić prostej, hiszpańskiej grypie - każdy prorok zostać musi męczennikiem jakiejś cywilizacji.
W tęsknym oczekiwaniu na Apokalipsę: trochę poezji. Zawsze skuteczne remedium, zwłaszcza w takim wykonaniu.
(Robert Lee Frost, Fire and ice)
W tęsknym oczekiwaniu na Apokalipsę: trochę poezji. Zawsze skuteczne remedium, zwłaszcza w takim wykonaniu.
Some say the world will end in fire, Some say in ice.
From what I've tasted of desire I hold with those who favour fire. But if it had to perish twice, I think I know enough of hate To say that for destruction ice Is also great And would suffice.
(Robert Lee Frost, Fire and ice)
Etykiety:
2012,
apokalipsa,
armagedon,
Emmerich,
fire and ice,
kalendarz,
koniec świata,
majowie,
ogień i lód,
poezja,
przepowiednie,
robert frost,
robert lee frost,
wiersze
Subskrybuj:
Posty (Atom)

