Że Harry Potter jest raczej tworem marketingowym - wiadomo było już po wydaniu pierwszej książki. Że takie twory zajeździć trzeba jak francuską dziwkę na froncie - też było jasne, nie ma więc się co dziwić, że powstało siedem tomów i osiem filmów opisujących przygody dzielnej ciamajdy z pokancerowanym pyskiem. Nie będę tu się wyzłośliwiał ponad miarę, bo filmy sam chętnie oglądałem, część z nich nawet ze dwa razy, i na niektórych nawet dobrze się bawiłem.
Ale pomysł rozbicia ostatniej części książki na dwie części filmu (który i tak wobec książki musi siłą rzeczy operować skrótami i uproszczeniami) to już raczej koncept reklamowy niż zamysł twórczy. I tak dwie ostatnie części sagi to nie żadne filmy, tylko odpowiednio teaser i spoiler - trzygodzinna zajawka tego, co stanie się w ostatniej części (z paroma zupełnie niezrozumiałymi przerywnikami wyrwanymi z kontekstu), i trzygodzinna scena finałowa z niemiłosiernie przedłużonym domknięciem (oraz, oczywiście, zostawieniem sobie ryzykownej furtki na przyszłość, żeby jeszcze trzy sakiewki załapać na przygodach synalka Harrego i córuchny Hermiony.
Z kina wyszedłem - jak często ostatnio - podwójnie wkurwiony. Po pierwsze dlatego, że naprawdę lubiłem pierwsze, baśniowe jeszcze części filmu. Miały swój urok, a jeśli ktoś w dzieciństwie czytał do poduszki "Opowieści z Narni" to jakiś nowy posmak dzieciństwa również z sobą niosły. W połowie sagi, kiedy Harry przechodził mutację a Hermionie kwitły piersi, cały baśniowy blask gdzieś przepadł, a teraz dostaliśmy rozwleczony koszmar, ni to horror (scena zabijania Snape'a poraża!), ni to romans (tutaj żadna scena nie zasługuje na wyróżnienie, ewentualnie pół naga Emma Watson w pierwszej części "Insygniów śmierci"). Zatem czar dzieciństwa prysł i zamiast pięknej baśni, przypominającej C.S. Lewisa chciano mi wcisnąć tanią podróbę braci Grimm. Po drugie wkurwiony wyszedłem dlatego, że zamiast jednego niezłego filmu - mrocznej baśni nie dla dzieci - z mocnym zarysowaniem akcji i spektakularnym zakończeniem (jaki niewykorzystany potencjał leży w scenie zdobywania Hogwarthu, mimo, że trwała chyba z pół filmu!) dostaliśmy nudny wykład na temat sprzedaży produktu filmopodobnego.
I to w pierdolonym 3D. Na szczęście bez dubbingu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter i Insygnia Śmierci I. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter i Insygnia Śmierci I. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 18 lipca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
