piątek, 29 kwietnia 2011

Julio del Torro: Catrinas odchodzi

Na skrzynkę redakcyjną przyszedł mail zatytułowany Od Pan Christopher, a zaczynający się tak:

Drogi Przyjacielu 
Jestem Christopher Harrison kierownik dzialu ksiegowosci / Departament Audytu Bank Credit Suisse, Cabot Square Londyn. I skontaktujemy sie z Toba w odniesieniu do propozycji biznesowej, które beda z ogromna korzyscia dla nas obu i tych mniej uprzywilejowanych. Jako Menadzer Ksiegowosc dziale audytu Greater London Regional Office odkrylem kwoty £ 16,500.000.00 PLN (szesnascie milionów piecset tysiecy Great British funtów szterlingów) na koncie nalezacym do jednego z naszych zagranicznych klientów Late Pan Moises Saba Masri. On byl zydowskim potentatem biznesowych z Meksyku, który zmarl w katastrofie smiglowca na poczatku zeszlego roku. Pan Saba wynosil 47 lat, gdy zarówno jego zona, jego jedyny syn Abrahama (Albert) i jego synowa zginal w katastrofie helikoptera. 


Jakkolwiek informacja o śmierci Late Pana Moisesa Saby Masriego, żydowskiego potentata z Meksyku, zasmuciła mnie, postanowiłem przyjąć propozycję Pana Chrostopher Harrisona z dalszej części wiadomości:

Wybór jest skontaktowac sie cieszyla z charakteru geograficznego, w którym mieszkasz w szczególnosci ze wzgledu na wrazliwosc transakcji i poufnosc w niniejszym dokumencie. Teraz nasz bank zostal czeka na którykolwiek z krewnymi, aby sie do roszczenia funduszu dziedziczenia, ale niestety wszystkie wysilki nie sa niewazne. Osobiscie zostaly nieudanych odnalezienie krewnych, ani krewnych, aby Pan Saba. W tym zakresie, szukam Twojej zgody, aby zaprezentowac Panstwu jak najblizszych krewnych / Czy beneficjent do zmarlego tak, ze wplywy z tego konta wyceniono na 16,5 zl milionów funtów moze byc wyplacona do Ciebie. To bedzie wyplacane lub udostepniane w tych procentów od 60% do 40% mnie i dla Ciebie. Mam zabezpieczone wszystkie niezbedne dokumenty, które moga zostac wykorzystane do wykonania kopii zapasowej tego twierdzenia zamiar wprowadzic. All I need to, aby przeslac swoje nazwiska do dokumentów i zalegalizowac w British High Court, aby udowodnic, prawowitego beneficjenta.

All I need z kolei is love, pomyślałem, jednak zgodziłem się zostać beneficjent do zmarłego, tak, że wpływy. No bo kasa też jest ok. Kasa, koks i dziwki to w zasadzie rozczłonkowane love. Wysłałem dane mojemu nowemu przyjacielowi z Credit Suisse i po tygodniu na moim koncie pojawiło się osiem milionów Great British funtów szterlingów, wobec czego dziś popołudniu razem z całą Catrinas Banda wypierdalamy na Karaiby. Stamtąd planujemy publikować kilka kolejnych numerów gazety, w związku z czym w najbliższym czasie mogą się zdarzyć drobne opóźnienia wydawnicze. Sądzę, że czytelnicy zrozumieją. Za to sesje będą z pewnością udane.

Gdyby ktoś z Was miał inne ciekawe propozycje, czekamy na maile pod adresem redakcja@catrinas.pl Jeżeli nawet nie będziemy chcieli nawiązać współpracy - tak jak w przypadku Pana Christophera - przynajmniej najciekawsze maile z chęcią wrzucimy na bloga. Więc piszcie.
Aha! Jeśli przypadkiem jesteście uroczymi dziewczętami z flow na piszących chłopców, do maili załączajcie zdjęcia. Wówczas pamiętajcie też o zmianie adresu na julio@catrinas.pl

środa, 27 kwietnia 2011

Fidel C. de Izquierdas: Porucznik Jaszczur

Nienawidzę elektro. I to pomimo faktu, że nie rozpoznałbym go nawet gdyby się wychyliło zza krzaka i kopnęło mnie w dupę. Drażni mnie sam dźwięk tego słowa. Drażni mnie to, że elektro w moim wyobrażeniu słuchają typy o, powiedzmy, umiarkowanie wyrafinowanych gustach i wymaganiach intelektualnych.
Do tego jestem historykiem. Wpojono mi pewien rodzaj szacunku do przeszłości. Może nie bezbrzeżnego, ale wcale niemałego.
Ani jedno, ani drugie nie przeszkadzało mi roześmiać się kilka razy podczas oglądania poniższego. Oto kolejny filmik z cyklu: Hitlera rozterki przed grubym melo.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Paco Haya Rodriquez: Wzdół Rządowy

Siedzę i patrzę a tu "Krzywe kolano". Zaduma nad tym faktem nie trwała długo. No trudno - pomyślałem chichocząc pod nosem. Sorry, ale parsknąłem śmiechem, gdy mym oczom ukazała się tabliczka "Zbroszki". Padłem.
- Skąd jestes? - zapytałem sam siebie - Z broszki... odpowiedzialem. HA! Bo niby skąd? Z Boskiej Woli?
Los skrzywdził rdzennych mieszkańców owej miejscowości. Prawie tak samo, jak mieszkańców Włocławka [Kujawy]. Nazwa może i nie śmieszna, i nie kojarząca się z niczym. Błąd. Jakiś mądry człowiek wymyślił, że kujawskie rejstracje będą zaczynały się od "C" no i nadal nic w tym dziwnego. Skrótem Włocławka niech będzie "WL"... I tak oto narodziła się rejestracja CWL... Współczuję. Jadąc z Roztocza do Warszawy możemy przejechać przez trzy fajnie brzmiące miejscowości, które układają się w zdanie: Nielisz Cyców Janki... Pasuje?!
Z polskich perełek: Rusek Mały, Szczury, Bity Kamień, Kłopot, Stare Niemyje, Wzdół Rządowy, Hultajewo, Konowały, Suczki, Zgon, Boska Wola, Zimna Wódka, Prace Duże, Micigózd, Łapiguz, Gołowierzchy, Sucha Psina, Niemyje-Ząbki. Mógłbym tak bez końca ale ze śmiechu podarłbym Nogawki, bo taka ze mnie Niezdara. A Wy Bożedary gdzie mieszkacie?
Aha, no i uwaga, bo "WLEWO" "KUTAS".

PS W sieci pojawił się czwarty numer CATRINAS!! do pobrania za free!! Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy. To jest bowiem web zin wasz, który dla was przez nas jest robiony!

piątek, 22 kwietnia 2011

Julio del Torro: Piękna Ania z Ciechanowa


Każdy świętuje po swojemu. U mnie święta Zmartwychwstania wskrzeszają dogłębnie zakorzeniony pierwiastek egoteistyczny, który uzewnętrznia się pisemnie. Tym samym w dzisiejszym poście zamierzam uprawiać prywatę, przekazując zarazem dobrą nowinę.
A dobra nowina jest taka, że kurewsko mi błogo.
Wprawdzie w Wielki Piątek byłem w pracy, jednak wyszedłem dość wcześnie, zawinąłem się prosto do domu, gdzie w lodówce czekał cudowny ciemny Heban. Czekał, bo kocha, a że kocha, mógł poczekać jeszcze chwilę, aż przyodzieję rytualne szaty, to znaczy wrzucę na wątłą klatę koszulkę na ramiączkach, na łeb zaś słomkowy kapelusz. Tak przygotowany wyłowiłem Hebana, do towarzystwa zabrałem mu czerwonego marlborasa i wraz ze swoim panierowanym psem ruszyłem na balkon. Pies się położył, Heban otworzył, marlboras podpalił i tak, pijąc i paląc na słońcu, obserwowałem spódniczo-pokratkowaną, granatowo-bordową, a co najważniejsze wyjątkowo zgrabną pupę dziewczyny krzątającej się ledwie kilkanaście metrów ode mnie za nieprzyzwoicie czystymi oknami jakiegoś smutnego biura. Ale nawet bez pupy – wiosna, święta, błogość. I już. Tak zwyczajnie. Błogość, której czytelnikom Catrinas życzę pod te święta.

PS Być może należałoby napomknąć, że dokładnie to samo – co do joty – uczyniłem wczoraj i było mi równie błogo, co pozwala stwierdzić, że w postmodernistycznej figurze powtórzenia jest coś na rzeczy. Przynajmniej w mojej balkonowej parafrazie.
PPS Czytelnik raczy wybaczyć inkoherencję tytułu względem dalszej treści. Wynika ona z drobnego eksperymentu, o którym na pewno jeszcze w tym miejscu wspomnimy.
PPPS Czytelnik raczy pamiętać, że w pierwszy dzień świąt należy zaczerpnąć oddechu od zajączków i baranków, na co najlepszym sposobem jest zagłębienie się w lekturze czwartego numeru Catrinas.
PPPPS Heban jeszcze nie wysechł. Powracam na balkon. Alleluja!

czwartek, 21 kwietnia 2011

Fidel Capucha de Izquierdas: Kraina Latających Lusterek

Uwielbiam słuchać wypowiedzi przedstawicieli instytucji rządowych. Zawsze mają związane ręce. Muszą się trzymać odgórnych wytycznych dotyczących omawianego tematu. Dlatego dla udowodnienia jakiejś tezy nie mogą posłużyć się tradycyjną logiką arystotelesowską, a zamiast tego brną w meandry pseudoargumentów, giną w gąszczy w znacznej mierze fałszywych wywodów albo po prostu powtarzają jak mantrę oficjalnie lansowane slogany, licząc na to, że staną się one prawdą powszechną w drodze aklamacji – bez potrzeby dowodzenia ich słuszności.

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego powtórzyła dziś ten wzór. Rada miała za zadanie udowodnić, że to pewna psychiczna dysfunkcja Polaków jest odpowiedzialna za, malejąco co prawda, ale ciągle najwyższą w Europie, ilość oraz śmiertelność wypadków drogowych. Konferencja zaczęła się od tego, że minister Grabarczyk zapętlił się jak kawałek w Winampie wymawiając wciąż tonem, który miał znamionować gromadzoną latami mądrość i doświadczenie, a z którego wyzierała sztuczność i ignorancja, te oto słowa: „Polacy kochają prędkość, która zabija”. „Polacy kochają prędkość, która zabija” – przeczytał z pierwszego slajdu prezentacji. „Polacy kochają prędkość, która zabija” – powiedział raz jeszcze. „Polacy kochają prędkość, która zabija” – podkreślił. Po czym dał do zrozumienia, że i on wie, i wszyscy inni wiedzą, że temat konferencji to w dużej mierze bujda na pożyczonych resorach. „Polacy kochają prędkość, która zabija” – stwierdził po raz ostatni i dodał – „A teraz wybaczcie państwo. Idę budować drogi. Prędkość nie jest jedynym powodem wypadków”.

Po nim pałeczkę przejął nadworny psycholog. Tłumaczył on np. w jaki sposób potrzeba udowodnienia własnej męskości sobie i otoczeniu przekłada się na skłonność do dociskania pedała. Znaczy pedału. Gazu. Mówił o głębokim, wręcz atawistycznym przymusie znalezienia płaszczyzny do porównywania się z innymi samcami i rywalizacji o względy kobiet, bo tylko zwycięstwo w takiej rywalizacji zapewni im genetyczną nieśmiertelność. Dowodził, że stosowanie się do przepisów ruchu drogowego jest tylko wypadkową społecznej skłonności do internalizowania innych powszechnie obowiązujących norm. Czyli, że im państwo bardziej praworządne, tym rozsądniej ludzie jeżdżą. Jego wypowiedzi przerywał co chwila oficer policji, który ledwo maskując zawiść, kompleksy i wypełniającą go, nazwijmy to eufemistycznie, antypatię do bardzo określonej grupy społecznej, jaką stanowią ludzie po czterdziestce w dobrych samochodach, pomstował na ich poczucie bezkarności i nieuzasadnioną niczym skłonność do plasowania siebie w kategorii osób uprzywilejowanych. Skłonność ta sprawia według niego, że bez wewnętrznych rozterek znacznie przekraczają oni dozwoloną prędkość.

Omawiając przyczyny wypadków obaj zgrabnie omijali najprostsze wytłumaczenie, które polega na połączeniu ich liczby ze stanem infrastruktury. Zupełnie ignorowali przy tym, fakt że liczba wypadków spadła gwałtownie w ciągu ostatnich dwóch lat, czyli, jeśli mnie pamięć nie myli, od momentu zwiększonej mobilizacji Ministerstwa Infrastruktury spowodowanej ogłoszeniem wyników losowania gospodarzy Euro 2012. Nie zastanawiali się też nad tym, że normy, który Polacy ignorują są po prostu często absurdalne i nieżyciowe. Nieuzasadnione ograniczenie do 70 km/h na prostej, dwupasmowej drodze nie uczy szacunku do żadnych norm.

Ale do tego duetu włączał się jeszcze od czasu do czasu szef szkoły bezpiecznej jazdy, który dodawał, że nagminne nadużywanie mocy silników wynika również z braku świadomości. I o tym dziennikarze mieli okazję przekonać się w praktyce. W sochaczewskim autodromie, znajdującym się na terenie jednostki wojskowej, pod okiem instruktorów mieli oni wykonać kilka ćwiczeń. Jedno z nich polegało na ominięciu ustawionej na drodze przeszkody podczas awaryjnego hamowania na mokrej nawierzchni. Czyli standard: pada deszcz, jakiś pieszy stwierdził, że przejdzie właśnie tu. Samochód miał abs, więc nie było problemu z zablokowaniem kół. Ale to, jak się okazało, nie stanowiło satysfakcjonującego remedium na braki w umiejętnościach.

Gdy zobaczyłem pierwszego gościa, który przejechał tego sztucznego, niskiego i mięciutkiego pieszego, pomyślałem, że to jakiś wyjątkowy fajfus. Po piątym przestałem się dziwić. Pieszy dostał chyba wszystkim. Frontem maski, reflektorem, bokiem samochodu, tylnym kołem. A kierowcy, którzy starali się go ominąć, wykonali więcej piruetów, niż byłem w stanie policzyć. Z samochodów znajdujących się zdecydowanie w innym miejscu niż powinny, wysiadali oni z wyrazem twarzy wskazującym na ewidentny brak zrozumienia dla tego, co się właśnie stało. Z jednej strony w ich ego wgryzał się bezlitośnie dysonans poznawczy, oznajmiając im złośliwym tonem, że powinni zweryfikować poglądy na temat swoich umiejętności. Z drugiej następował w ich głowach żmudny i trudny proces mający pozwolić na skonstruowanie jakiegoś zgrabnego łańcuszka przyczynowo-skutkowego, który objaśniłby im, dlaczego lekkie spóźnienie w kontrowaniu skrętu spowodowało przemieszczenie samochodu o dobre kilkadziesiąt metrów w bok. I to przy prędkości uznawanej powszechnie za niemal patrolową – 70, 80 czy 90 km/h. A odpowiedź była bardzo prosta. Fizyka.

Na normalnej drodze będzie tak samo. Tylko, że gorzej. Bo kilkadziesiąt metrów w bok oznaczać będzie krawężnik, czyli dachowanie, albo jadącą z naprzeciwka ciężarówkę. Drogi Czytelniku. Wiem, że i tak nie uwierzysz w to, co właśnie napisałem. Ale, jeśli możesz, uwzględnij moją prośbę i zanim następnym razem postanowisz spróbować swoich sił ryzykując przekroczenie granicy Krainy Latających Lusterek, zaopatrz się w gruby, czarny, foliowy worek. Twój zezwłok będzie się w nim prezentował nad wyraz estetycznie.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Paco Haya Rodriquez: Patriotyzm, gwóźdź i krew

Wstałem o dziwo bez kaca. Względnie wyspany, bo piąta rano nie jest moją ulubioną godziną do podnoszenia się z wyra. Pogrążony w sennosci, wyjrzałem przez okno a tam słońce! 
- Prawie jak w Acapulco! - Pomyślałem. Odpaliłem laptopa, włączyłem pocztę i tu sielanka się zakończyła. Poza dwudziestoma paroma powiadomieniami z facebooka ujrzałem tą jedną wiadomość, na którą czekałem. Skoro czekałem, to dlaczego sielanka dobiegła końca? Otóż fakt czekania był niezwykle ekscytujący, jednak ostateczna treść w ogóle mnie nie zadowoliła. Zawiodłem się. Biuro rachunkowe wysłało mi comiesięczne rozliczenie podatków za miesiąc poprzedni. I tu właśnie zaczynają się schody. Po głębszej analizie finansów marcowych stwierdziłem słuszność cyferek, które patrzyły na mnie szatańskimi oczami wprost z matrycy laptopa, oczywiście kupionego na firmę. I w tym momencie wpadła mi do zaspanej głowy refleksja... Mocno osadziła się w moich zwojach mózgowych. To było trochę tak, jakbym wbił sobie gwóźdź w głowę. Refleksja bolała, głowa i serce krwawiły i znikąd ratunku. Podatki są podobno po to, aby je płacić. Są też ulgi podatkowe, czy inne odliczenia. W przypadku mojej działalności jest identycznie, jak ze strzałem w swoje własne kolano! Nie widzę światełka w tunelu na generowanie kosztów. Mam jedynie zarobki. Kupiłem 10 laptopów, 4 drukarki, 6 telewizorów i co dalej? No właśnie. Co dalej? No dalej jest Urząd Skarbowy, który co miesiąc kłania mi się w pas i mówi:
- PŁAĆ!
A ja biedny ludzik, nie mający pojęcia o wymigiwaniu się od fiskusa, płacę. Tu warto wspomnieć o kolejnej refleksji. Ten mój piękny, choć brudny, kraj uczy mnie tylko jednego. Jak uciec od tych dziadowskich podatków?! Uczy kombinowania i oszustwa. Bo do czego to dochodzi?! Płacę miesiąc w miesiąc górę szmalu Urzędowi tylko po to, abym w rozliczeniu rocznym PIT ileś tam dowiedział się. że jeszcze za mało zapłaciłem i w tym roku muszę 500 zł dopłacić. NOŻ KURWA! Co się dzieje, do najjaśniejszego Chujogroma, się pytam? Złodziejstwo i drobnopedalstwo. Jak tu żyć? Nie chcę okradać Państwa Polskiego, ale skoro to ono wbija mi gwóźdź w głowę, to zmuszony jestem opuścić ten kraj i płacić podatki gdzie indziej albo zacząc oszukiwać. Dziękuję Szanownej Władzy za wskazanie mi kolejnego argumentu przeciwko mojemu patriotyzmowi. A więc, gdy będzie wojna, na mnie nie liczcie, bo nie mam o co walczyć. A na święta mówię Alleluja!